Nasza grupowa wyprawa kamperem po Norwegii rozpoczęła się w Bergen. Od dawna marzyliśmy o zobaczeniu norweskich fiordów, górskich dróg, wodospadów i niewielkich miasteczek ukrytych pomiędzy skalistymi zboczami. Zamiast dokładnie planować każdy dzień, wyznaczyliśmy tylko najważniejsze punkty trasy: Bergen, Flåm, Geiranger i Ålesund. Resztę chcieliśmy odkrywać spontanicznie.
Podróżowaliśmy w kilkuosobowej grupie, dlatego od początku musieliśmy dobrze podzielić obowiązki. Jedna osoba prowadziła kampera, druga zajmowała się nawigacją, a pozostali wyszukiwali miejsca na nocleg, przygotowywali posiłki i sprawdzali atrakcje znajdujące się w pobliżu. Dzięki temu każdy czuł się częścią wyprawy.
Bergen było pierwszym większym miastem na naszej trasie. Już podczas wjazdu zauważyliśmy, że jest ono zupełnie inne od miejsc, które znaliśmy wcześniej. Miasto otaczają góry, a wiele ulic prowadzi bezpośrednio w stronę portu. Nad dachami unosiły się niskie chmury, a delikatny deszcz nadawał całemu miejscu charakterystyczny, nieco tajemniczy klimat.
Pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Bryggen. Znajdują się tam kolorowe, drewniane budynki stojące wzdłuż nabrzeża. Ich wąskie fasady w odcieniach czerwieni, żółci i pomarańczu są jednym z najbardziej rozpoznawalnych widoków w Bergen. Spacerowaliśmy pomiędzy budynkami, zaglądając do niewielkich sklepów, galerii i pracowni rzemieślniczych.
Szczególnie spodobały nam się wąskie przejścia pomiędzy drewnianymi domami. Niektóre schody i korytarze były lekko pochylone, co przypominało o długiej historii tej części miasta. W powietrzu czuć było zapach drewna, morza i jedzenia przygotowywanego w pobliskich restauracjach.
Następnie odwiedziliśmy targ rybny położony przy porcie. Można było tam zobaczyć świeże ryby, owoce morza i lokalne produkty. Część z nas zdecydowała się spróbować kanapek z łososiem, inni wybrali zupę rybną. Ceny były wysokie, ale chcieliśmy poznać lokalne smaki.
Jednym z najciekawszych punktów naszego pobytu był wjazd kolejką Fløibanen na górę Fløyen. Z górnej stacji rozciągała się panorama Bergen, portu, okolicznych wysp i gór. Pogoda co chwilę się zmieniała. Raz miasto było doskonale widoczne, a kilka minut później część widoku znikała w chmurach.
Na szczycie spędziliśmy więcej czasu, niż początkowo planowaliśmy. Spacerowaliśmy po leśnych ścieżkach i zatrzymywaliśmy się przy kolejnych punktach widokowych. Bergen widziane z góry wyglądało spokojnie i niezwykle malowniczo.
Wieczorem wróciliśmy do kampera. Przygotowaliśmy kolację i zaczęliśmy omawiać drogę do Flåm. Już pierwszy dzień pokazał nam, że Norwegia będzie pełna miejsc, w których trudno będzie zrobić jedynie krótki postój.

Po opuszczeniu Bergen ruszyliśmy w stronę Flåm. Po drodze zatrzymaliśmy się przy wodospadzie Steinsdalsfossen. Z daleka nie wydawał się szczególnie wielki, ale po podejściu bliżej zobaczyliśmy, z jaką siłą woda spada ze skalnego zbocza.
Najciekawsza była ścieżka prowadząca za wodospadem. Mogliśmy przejść pomiędzy skałą a ścianą spadającej wody. Huk był ogromny, a w powietrzu unosiły się drobne krople. Z tego miejsca widzieliśmy dolinę przez wodną kurtynę.
Był to jeden z pierwszych momentów wyprawy, kiedy naprawdę poczuliśmy siłę norweskiej przyrody. Zrobiliśmy wiele zdjęć, ale żadne nie oddawało dźwięku i energii wodospadu.

Kolejnym przystankiem było Voss, niewielkie miasto położone wśród gór i jezior. Zatrzymaliśmy się tam głównie po to, aby odpocząć od jazdy, ale szybko uznaliśmy, że warto zostać dłużej.
Spacerowaliśmy wzdłuż jeziora Vangsvatnet, którego spokojna powierzchnia odbijała otaczające góry. Nad brzegiem spotkaliśmy mieszkańców spacerujących z psami, biegaczy i osoby odpoczywające na ławkach. Miasto miało sportową atmosferę. W okolicy można uprawiać kajakarstwo, rafting, paralotniarstwo i turystykę górską.
W centrum odwiedziliśmy niewielką kawiarnię, w której zamówiliśmy kawę i cynamonowe bułeczki. Po kilku godzinach spędzonych w kamperze taka przerwa była bardzo potrzebna.
Voss nie zrobiło na nas tak spektakularnego wrażenia jak Bergen, ale miało spokojny charakter. Było dobrym miejscem na odpoczynek przed dalszą drogą przez bardziej wymagające tereny.
Do Flåm dotarliśmy późnym popołudniem. Miasteczko jest niewielkie, ale jego położenie robi ogromne wrażenie. Leży na końcu Aurlandsfjordu, pomiędzy stromymi górami. Gdy wysiedliśmy z kampera, pierwsze, co zauważyliśmy, to potężne skalne zbocza otaczające całą dolinę.
Centrum Flåm tworzy kilka sklepów, restauracji, budynek stacji kolejowej i przystań. Mimo niewielkich rozmiarów miejsce było pełne turystów. Dużą część z nich stanowili pasażerowie statków wycieczkowych zatrzymujących się w fiordzie.
Jedną z największych atrakcji była kolej Flåmsbana. Trasa prowadzi z Flåm do wysoko położonej stacji Myrdal. Podczas przejazdu pociąg wspina się pomiędzy górami, mijając doliny, tunele i wodospady.
Największe wrażenie zrobił na nas postój przy wodospadzie Kjosfossen. Woda spadała po skałach z ogromną siłą, a jej huk zagłuszał rozmowy. Wokół unosiła się mgiełka, która osiadała na ubraniach i aparatach. Czuliśmy się, jakbyśmy stali w samym środku górskiej burzy.
Po powrocie do Flåm poszliśmy na spacer wzdłuż brzegu fiordu. Woda była spokojna, a jej ciemna powierzchnia odbijała góry i chmury. W porcie stały niewielkie łodzie oraz duży statek wycieczkowy, który przy stromych skalnych ścianach wydawał się zaskakująco mały.
Wieczorem znaleźliśmy miejsce na nocleg niedaleko wody. Przygotowaliśmy kolację przed kamperem i długo rozmawialiśmy, obserwując, jak światło powoli znika ze szczytów gór.
Następnego dnia pojechaliśmy w stronę punktu widokowego Stegastein, znajdującego się wysoko nad Aurlandsfjordem. Droga była wąska i kręta, dlatego jazda kamperem wymagała szczególnej ostrożności. W niektórych miejscach musieliśmy zatrzymywać się, aby przepuścić pojazdy nadjeżdżające z przeciwka.
Platforma widokowa wychodzi daleko poza zbocze góry. Gdy stanęliśmy na jej końcu, pod nami znajdował się głęboki fiord, a po obu stronach ciągnęły się skalne ściany. Z tej wysokości łodzie znajdujące się na wodzie wyglądały jak małe punkty.
Widok był tak rozległy, że przez dłuższą chwilę nikt z nas się nie odzywał. Dopiero po chwili zaczęliśmy robić zdjęcia i wskazywać miejsca, które wcześniej mijaliśmy.
Stegastein był jednym z najbardziej widowiskowych punktów całej wyprawy. Pokazał nam skalę norweskich fiordów znacznie lepiej niż widok z poziomu wody.
Jednego dnia zdecydowaliśmy się zostawić kampera i wybrać się na rejs po Nærøyfjordzie. Fiord jest wąski, a jego brzegi otaczają wysokie skalne ściany. W niektórych miejscach wydawało się, że statek płynie niemal bezpośrednio pomiędzy górami.
Na zboczach widzieliśmy niewielkie gospodarstwa i pojedyncze domy. Trudno było uwierzyć, że ludzie mogli mieszkać w tak odizolowanych miejscach. Z wielu skał spływały cienkie wodospady, a ich woda znikała w ciemnej powierzchni fiordu.
Podczas rejsu pogoda zmieniała się kilka razy. Chmury przesuwały się pomiędzy szczytami, chwilami zasłaniając całe góry. Gdy pojawiało się słońce, woda nabierała zielonkawego koloru.
Najbardziej zapamiętaliśmy ciszę. Kiedy statek zwalniał, słyszeliśmy jedynie szum wody i odległe odgłosy ptaków. Była to jedna z najbardziej spokojnych chwil podczas naszej podróży.
Kolejnym miejscem na trasie było Loen. To niewielka miejscowość położona nad Nordfjordem. Zdecydowaliśmy się skorzystać z kolejki Loen Skylift, która wjeżdża wysoko na górę Hoven.
Podczas wjazdu panorama zmieniała się bardzo szybko. Domy i drogi stawały się coraz mniejsze, a przed nami pojawiał się widok na fiord, góry i zielone doliny. Na szczycie było chłodniej i bardziej wietrznie niż na dole.
Spacerowaliśmy po przygotowanych ścieżkach, podchodząc do kolejnych punktów widokowych. Z góry widzieliśmy turkusową wodę Nordfjordu i niewielkie miejscowości położone wzdłuż brzegu.
Zjedliśmy tam prosty posiłek, siedząc przy dużym oknie z widokiem na góry. Było to jedno z tych miejsc, w których człowiek mógłby spędzić cały dzień, jedynie patrząc na krajobraz.
Do Geiranger dotarliśmy po przejechaniu wielu górskich dróg. Miasteczko leży na końcu Geirangerfjordu i jest otoczone bardzo stromymi górami. Już podczas zjazdu widzieliśmy fiord z góry, a na jego powierzchni statki i promy.
Samo centrum Geiranger jest niewielkie. Znajdują się tam restauracje, sklepy z pamiątkami, przystań i niewielkie muzeum poświęcone historii fiordów. Spacerowaliśmy wzdłuż portu, obserwując łodzie wpływające do zatoki.
Jednym z ciekawszych miejsc był spacer prowadzący wzdłuż wodospadu Storfossen. Trasa biegnie po schodach obok spadającej wody. W niektórych miejscach można podejść bardzo blisko wodospadu i poczuć chłodną mgiełkę na twarzy.
Odwiedziliśmy również Norwegian Fjord Centre, gdzie dowiedzieliśmy się więcej o powstawaniu fiordów i życiu dawnych mieszkańców tych terenów. Dzięki temu zaczęliśmy inaczej patrzeć na krajobraz, który wcześniej podziwialiśmy głównie ze względu na jego piękno.
Wieczorem usiedliśmy nad brzegiem fiordu. Światło powoli znikało, a otaczające nas góry stawały się coraz ciemniejsze. W oddali nadal było słychać wodospady. Geiranger miało niezwykłą atmosferę – z jednej strony było popularnym miejscem turystycznym, a z drugiej wciąż sprawiało wrażenie odizolowanego od świata.
Następnego dnia ruszyliśmy Drogą Orłów. Trasa składa się z licznych serpentyn prowadzących wysoko nad Geirangerfjordem. Jazda kamperem była stresująca, szczególnie podczas mijania autobusów i większych pojazdów.
Na górze zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym Ørnesvingen. Z platformy mogliśmy zobaczyć całe Geiranger, fiord i drogę, którą chwilę wcześniej pokonaliśmy.
Z tej perspektywy bardzo dobrze było widać wodospad Siedmiu Sióstr znajdujący się po drugiej stronie fiordu. Cienkie strumienie wody spadały z wysokich skał bezpośrednio do fiordu.
Widok był jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów Norwegii, jakie zobaczyliśmy podczas podróży.
Ostatnim większym miastem na naszej trasie było Ålesund. Zachwyciła nas jego secesyjna architektura, port i położenie na kilku wyspach.
Weszliśmy na punkt widokowy Aksla, z którego mogliśmy zobaczyć panoramę miasta, morze i otaczające góry. Było to idealne miejsce na zakończenie naszej wyprawy.
Podróż kamperem przez Bergen, Flåm, Loen, Geiranger i Ålesund była pełna pięknych widoków, wspólnych rozmów i niespodziewanych przygód. Mimo zmiennej pogody i trudniejszych górskich dróg wróciliśmy z wyjątkowymi wspomnieniami i przekonaniem, że Norwegia jest miejscem, które warto odwiedzić ponownie.